niedziela, październik 18
Powrót z przymusowych wakacji
Długo nie było żadnych notek, spowodowane to było moją niemal całkowitą, internetową absencją. Wynikła ona z mojej przeprowadzki do innego mieszkania, w którym mogę w większym stopniu się samodzielnie rządzić niż mogłem to robić wcześniej. Właśnie ze względu na przeprowadzkę zostałem pozbawiony stałego łącza do Internetu. W mojej nowej lokalizacji rządzą niestety kiepscy ISP, którzy uwielbiają zdzierać pieniądze z biednych ludzi. Zmuszony więc zostałem do zainwestowania w Internet mobilny. O ile nie jest zbyt szybki i czasem niestety zawodzi, to przynajmniej mam go w na tyle przyzwoitej cenie, że nie ciąży zbytnio na moim domowym budżecie.
PS: Mam nadzieję, że tym razem obejdzie się bez tak ogromnych przerw w mojej tutejszej twórczości. Właściwie to dobrze by było, gdyby odstępy pomiędzy kolejnymi notkami nie były dłuższe niż około 7 dni. Czy mój zamysł się uda, okaże się wkrótce.
PS: Mam nadzieję, że tym razem obejdzie się bez tak ogromnych przerw w mojej tutejszej twórczości. Właściwie to dobrze by było, gdyby odstępy pomiędzy kolejnymi notkami nie były dłuższe niż około 7 dni. Czy mój zamysł się uda, okaże się wkrótce.
sobota, lipiec 25
wtorek, maj 26
Dzieci Kojota (1)
To nie był udany wieczór, a nic nie zapowiadało, żeby noc zakończyła się inaczej. Właściwie to cały dzień zaczął się źle, a potem było tylko gorzej. W efekcie znalazłem się tutaj, pod sufitem, stojąc pomalowany na niebiesko na jakimś cholernym, omszałym palu i udając kandelabr. Na domiar złego znów zapomniałem tekstu…
Jeszcze przed świtem obudziło mnie coś obślizgłego, co z uporem maniaka próbowało zrobić sobie legowisko pod moją prawą pachą. Samo to by wystarczyło, żeby popsuć mi poranek, jednak, co gorsza, powróciłem z krainy Morfeusza zanim zdążyłem wysłać moją pieczołowicie budowaną armię chrabąszczy do ataku na Nektarynkowy Zamek. Nie lubię zostawiać niedokończonych inwazji, to podobno przynosi pecha. Odrzucając koce i podnosząc się na posłaniu, skonstatowałem trzy rzeczy: po pierwsze, przestałem lubić Słowian; po drugie, przestałem lubić słowiańskie kobiety; po trzecie, przestałem lubić słowiańskie kobiety o imieniu Fiala. Obiekt moich entuzjastycznych uczuć siedział niedaleko z radosnym uśmiechem jednoznacznie wskazującym, że jego właścicielka odpowiada za podrzucenie mi olbrzymiej ropuchy do łóżka.
Niestety, moje usta nie zdążyły wyartykułować odpowiednio zgryźliwej odpowiedzi na wypowiedziane radosnym tonem życzenia dobrego dnia, ponieważ mój żołądek, zauważywszy, że jego uprzejmy właściciel wstał, postanowił kontynuować nocną zabawę i w całej swojej pasji zaczął rytmicznie podskakiwać. Pod sosną za domkiem, załatwiwszy raz a dobrze tę sprawę, postanowiłem już bardziej kulturalnie udać się do wychodka i zaspokoić tam inne, niezbędne, poranne potrzeby. Przywróciwszy prawidłowe funkcjonowanie organizmu starym sposobem polegającym na wsadzeniu głowy do wiadra z zimną wodą, postanowiłem wrócić do czynności, którą mi w tak okrutny sposób przerwano. Drogę do łóżka zakłócił tym razem mój zdradziecki nos. Skracając sobie trasę przez kuchnię — nie było sensu zasuwać do głównego wejścia po drugiej stronie domu — wyczułem zapach przygotowywanej jajecznicy. Fiala, brązowooka piękność z Europy Wschodniej, wzięła się za sporządzanie śniadania. Zauważywszy skwierczącą na patelni kiełbaskę, szybko porozumiałem się ze swoimi różnymi zbuntowanymi częściami ciała i razem doszliśmy do wniosku, że śniadanie nam jednak dobrze zrobi. Zająłem miejsce na zydlu i pochwyciwszy w rękę soczystego pomidora postanowiłem czekać na swoją miskę. W tym czasie do kuchni zdążyła się już zejść reszta towarzystwa.
Cała nasza paczka jest przykładem zróżnicowania ludzi na świecie. Poznaliśmy się jakieś dwa miesiące temu na zorganizowanych z okazji przesilenia wiosennego Bachanaliach. Rusty’ego zauważyłem w momencie, gdy trzech jego współplemieńców zabawiało się w zatruwanie mu życia. Cóż, Rusty nie jest dobrym przedstawicielem swojego bitnego plemienia. Jest pulchny i spokojny, a na domiar złego uważa, że rozwiązania siłowe są domeną prostaków i ociężałych umysłowo. Nie trzeba być geniuszem, żeby wiedzieć, że nie przysparzało mu to popularności wśród swoich. Może nie był to jeszcze ostracyzm, ale coś bardzo do niego zbliżonego, wystarczająco, żeby było w naszej wspólnocie wielkim problemem. Osoby żyjące w naszej społeczności i nie mające swojej „paczki” nie mają łatwego życia. Los chciał, że akurat pałętałem się w okolicy z wielką, niebieską watą cukrową w dłoni, gdy koledzy tłuścioszka przeszli z zaczepek słownych do fizycznych. Odezwała się wtedy we mnie ta cholerna celtycka dusza wywołująca uczucia solidarności z tymi, którzy akurat przegrywają. Żałuję teraz jedynie, że nie udało mi się chociaż jednemu z nich wybić patykiem oka. Chociaż wspomnienie widoku twarzy wielkiego mięśniaka pokrytej w całości niebieską, klejącą się watą sprawia mi do dziś nieskrywaną przyjemność. Celtycka dusza celtycką duszą, ale ich nadal było trzech, a nas tylko dwóch.
Gdy ja i moja obita twarz zaczęliśmy już żałować, że daliśmy się wciągnąć w tę chryję przez jakiegoś gamonia, nadeszła kawaleria. Przybrała formę wściekłej, brązowowłosej furii i jej brata spokojnie walącego wszystkich plastikowym, ogrodowym krzesełkiem. Z mojego punktu widzenia cała sprawa zaczęła wyglądać dużo bardziej optymistycznie. W tym radosnym okładaniu się po mniej lub bardziej losowo wybranych miejscach nie wzięliśmy jednego pod uwagę — jeden z naszych adwersarzy, po otrzymaniu celnego ciosu w krocze, zaczął wpadać w szał. W tłumie niewinnych gapiów mogło się to skończyć bardzo, bardzo źle. Wtedy pojawiła się Fiala, ze swoim kocim refleksem i podręcznym paralizatorem, który — jak sama twierdzi — każda kobieta powinna nosić w torebce.
Lecząc rany dobrym whisky (w pobliskim pubie oddalonym o jedyną godzinę drogi samochodem) poznaliśmy się bliżej. Brązowowłosa furia okazała się lekko stukniętą ekologiczną aktywistką. Mika — tak jej na imię — w normalnych okolicznościach jest osobą do rany przyłóż, ale jej poważną wadą jest brak cierpliwości i zrozumienia dla osób — ogólnie mówiąc — czyniących innym krzywdę. Jej brat Kivi, podobnie jak ich krajanie, jest za to ostoją spokoju i wielkoduszności. Cały czas mnie zadziwia, jak bardzo rodzeństwo może się różnić charakterami. Wszyscy byliśmy w miarę dobrych nastrojach, w końcu wygraliśmy swoistą bitwę i dokopaliśmy bandzie nielubianych buców. Nasze umysły jednak mąciły myśli o nieuchronnej odpowiedzialności za to, co się stało. Cała piątka, chcąc nie chcąc, następnego dnia będzie musiała odpowiedzieć przed starszyzną za tę całą chryję. Fiala okazała wtedy kolejny ze swoich talentów i zapewniała nas, że nie mamy się czym martwić, ponieważ wszystko będzie dobrze. Oczywiście ją zlekceważyliśmy, tak jak to zwykle się robi z pijaną dziewoją.
Kolejnego wieczoru, podczas nieciekawej rozmowy na dywaniku u starszyzny, Czeszka o wielu talentach przekazała starszym pisemny protokół podpisany przez jakieś dwadzieścioro osób. Było w nim szczegółowo opisane, jak to nasza piątka w spokoju świętowała i bawiła się zgodnie ze wszelkimi obyczajami i ogólnie przyjętymi normami. Gdy natknęliśmy się na bandę pijanych osobników wykrzykujących obelżywe zwroty pod adresem Starszych, ich matek i babek, zwróciliśmy im grzecznie uwagę, żeby pohamowali swoje języki, gdyż obrażają godne szacunku persony. Zostaliśmy wtedy przez nich bez ostrzeżenia zaatakowani i całe nasze działania wywołane były jedynie próbą ochrony naszej nietykalności cielesnej. Fiala nigdy nie się nie przyznała, skąd wzięła te zeznania, a wszystkie próby indagowania zbywa figlarnym uśmiechem.
Jeszcze przed świtem obudziło mnie coś obślizgłego, co z uporem maniaka próbowało zrobić sobie legowisko pod moją prawą pachą. Samo to by wystarczyło, żeby popsuć mi poranek, jednak, co gorsza, powróciłem z krainy Morfeusza zanim zdążyłem wysłać moją pieczołowicie budowaną armię chrabąszczy do ataku na Nektarynkowy Zamek. Nie lubię zostawiać niedokończonych inwazji, to podobno przynosi pecha. Odrzucając koce i podnosząc się na posłaniu, skonstatowałem trzy rzeczy: po pierwsze, przestałem lubić Słowian; po drugie, przestałem lubić słowiańskie kobiety; po trzecie, przestałem lubić słowiańskie kobiety o imieniu Fiala. Obiekt moich entuzjastycznych uczuć siedział niedaleko z radosnym uśmiechem jednoznacznie wskazującym, że jego właścicielka odpowiada za podrzucenie mi olbrzymiej ropuchy do łóżka.
Niestety, moje usta nie zdążyły wyartykułować odpowiednio zgryźliwej odpowiedzi na wypowiedziane radosnym tonem życzenia dobrego dnia, ponieważ mój żołądek, zauważywszy, że jego uprzejmy właściciel wstał, postanowił kontynuować nocną zabawę i w całej swojej pasji zaczął rytmicznie podskakiwać. Pod sosną za domkiem, załatwiwszy raz a dobrze tę sprawę, postanowiłem już bardziej kulturalnie udać się do wychodka i zaspokoić tam inne, niezbędne, poranne potrzeby. Przywróciwszy prawidłowe funkcjonowanie organizmu starym sposobem polegającym na wsadzeniu głowy do wiadra z zimną wodą, postanowiłem wrócić do czynności, którą mi w tak okrutny sposób przerwano. Drogę do łóżka zakłócił tym razem mój zdradziecki nos. Skracając sobie trasę przez kuchnię — nie było sensu zasuwać do głównego wejścia po drugiej stronie domu — wyczułem zapach przygotowywanej jajecznicy. Fiala, brązowooka piękność z Europy Wschodniej, wzięła się za sporządzanie śniadania. Zauważywszy skwierczącą na patelni kiełbaskę, szybko porozumiałem się ze swoimi różnymi zbuntowanymi częściami ciała i razem doszliśmy do wniosku, że śniadanie nam jednak dobrze zrobi. Zająłem miejsce na zydlu i pochwyciwszy w rękę soczystego pomidora postanowiłem czekać na swoją miskę. W tym czasie do kuchni zdążyła się już zejść reszta towarzystwa.
Cała nasza paczka jest przykładem zróżnicowania ludzi na świecie. Poznaliśmy się jakieś dwa miesiące temu na zorganizowanych z okazji przesilenia wiosennego Bachanaliach. Rusty’ego zauważyłem w momencie, gdy trzech jego współplemieńców zabawiało się w zatruwanie mu życia. Cóż, Rusty nie jest dobrym przedstawicielem swojego bitnego plemienia. Jest pulchny i spokojny, a na domiar złego uważa, że rozwiązania siłowe są domeną prostaków i ociężałych umysłowo. Nie trzeba być geniuszem, żeby wiedzieć, że nie przysparzało mu to popularności wśród swoich. Może nie był to jeszcze ostracyzm, ale coś bardzo do niego zbliżonego, wystarczająco, żeby było w naszej wspólnocie wielkim problemem. Osoby żyjące w naszej społeczności i nie mające swojej „paczki” nie mają łatwego życia. Los chciał, że akurat pałętałem się w okolicy z wielką, niebieską watą cukrową w dłoni, gdy koledzy tłuścioszka przeszli z zaczepek słownych do fizycznych. Odezwała się wtedy we mnie ta cholerna celtycka dusza wywołująca uczucia solidarności z tymi, którzy akurat przegrywają. Żałuję teraz jedynie, że nie udało mi się chociaż jednemu z nich wybić patykiem oka. Chociaż wspomnienie widoku twarzy wielkiego mięśniaka pokrytej w całości niebieską, klejącą się watą sprawia mi do dziś nieskrywaną przyjemność. Celtycka dusza celtycką duszą, ale ich nadal było trzech, a nas tylko dwóch.
Gdy ja i moja obita twarz zaczęliśmy już żałować, że daliśmy się wciągnąć w tę chryję przez jakiegoś gamonia, nadeszła kawaleria. Przybrała formę wściekłej, brązowowłosej furii i jej brata spokojnie walącego wszystkich plastikowym, ogrodowym krzesełkiem. Z mojego punktu widzenia cała sprawa zaczęła wyglądać dużo bardziej optymistycznie. W tym radosnym okładaniu się po mniej lub bardziej losowo wybranych miejscach nie wzięliśmy jednego pod uwagę — jeden z naszych adwersarzy, po otrzymaniu celnego ciosu w krocze, zaczął wpadać w szał. W tłumie niewinnych gapiów mogło się to skończyć bardzo, bardzo źle. Wtedy pojawiła się Fiala, ze swoim kocim refleksem i podręcznym paralizatorem, który — jak sama twierdzi — każda kobieta powinna nosić w torebce.
Lecząc rany dobrym whisky (w pobliskim pubie oddalonym o jedyną godzinę drogi samochodem) poznaliśmy się bliżej. Brązowowłosa furia okazała się lekko stukniętą ekologiczną aktywistką. Mika — tak jej na imię — w normalnych okolicznościach jest osobą do rany przyłóż, ale jej poważną wadą jest brak cierpliwości i zrozumienia dla osób — ogólnie mówiąc — czyniących innym krzywdę. Jej brat Kivi, podobnie jak ich krajanie, jest za to ostoją spokoju i wielkoduszności. Cały czas mnie zadziwia, jak bardzo rodzeństwo może się różnić charakterami. Wszyscy byliśmy w miarę dobrych nastrojach, w końcu wygraliśmy swoistą bitwę i dokopaliśmy bandzie nielubianych buców. Nasze umysły jednak mąciły myśli o nieuchronnej odpowiedzialności za to, co się stało. Cała piątka, chcąc nie chcąc, następnego dnia będzie musiała odpowiedzieć przed starszyzną za tę całą chryję. Fiala okazała wtedy kolejny ze swoich talentów i zapewniała nas, że nie mamy się czym martwić, ponieważ wszystko będzie dobrze. Oczywiście ją zlekceważyliśmy, tak jak to zwykle się robi z pijaną dziewoją.
Kolejnego wieczoru, podczas nieciekawej rozmowy na dywaniku u starszyzny, Czeszka o wielu talentach przekazała starszym pisemny protokół podpisany przez jakieś dwadzieścioro osób. Było w nim szczegółowo opisane, jak to nasza piątka w spokoju świętowała i bawiła się zgodnie ze wszelkimi obyczajami i ogólnie przyjętymi normami. Gdy natknęliśmy się na bandę pijanych osobników wykrzykujących obelżywe zwroty pod adresem Starszych, ich matek i babek, zwróciliśmy im grzecznie uwagę, żeby pohamowali swoje języki, gdyż obrażają godne szacunku persony. Zostaliśmy wtedy przez nich bez ostrzeżenia zaatakowani i całe nasze działania wywołane były jedynie próbą ochrony naszej nietykalności cielesnej. Fiala nigdy nie się nie przyznała, skąd wzięła te zeznania, a wszystkie próby indagowania zbywa figlarnym uśmiechem.
sobota, maj 16
Comodo po polsku
Dobra wiadomość dla wszystkich fanów (oprócz posiadających MSI Wind U100) jednej z najlepszych zapór ogniowych, czyli Comodo Personal Firewall. Począwszy od dzisiejszej aktualizacji ten darmowy firewall zyskuje opcję wyboru języka, a co najważniejsze - jest do wyboru język polski! W końcu, ponieważ pierwsze spolszczenie miało się pojawić jakieś dwa lata temu, ale coś im nie wyszło. Mam nadzieję, że skończy się (a przynajmniej mocno ograniczy) zawracanie mi tyłka problemami spowodowanymi obcojęzycznymi wiadomościami wysyłanymi przez Comodo.
PS: Według najnowszych testów matousec.com wyrósł Comodo kolejny konkurent. Jest nim darmowy Outpost Firewall Free 2009. Dla ciekawskich: wcześniej nie było wersji darmowej - dopiero teraz się pojawiła i sprawdza się lepiej niż płatna (przynajmniej jeśli nie potrafimy ją odpowiednio poustawiać).
PS: Według najnowszych testów matousec.com wyrósł Comodo kolejny konkurent. Jest nim darmowy Outpost Firewall Free 2009. Dla ciekawskich: wcześniej nie było wersji darmowej - dopiero teraz się pojawiła i sprawdza się lepiej niż płatna (przynajmniej jeśli nie potrafimy ją odpowiednio poustawiać).
sobota, maj 9
Artykuł o testowaniu Ubuntu
Przed chwilą znalazłem świetny artykuł na PC World. Właściwie to znalezienie polegało na zajrzeniu na stronę główną, ale nie zajmujmy się nieistotnymi szczegółami i wydumanymi problemami. Autor tekstu postanowił wypróbować Ubuntu (pierwsze zetknięcie z Linuksem) i teraz to opisuje. Najlepsze jest to, że większość ludzi miało identyczne doświadczenia i wyciągnęło identycznie wnioski. Mimo to linuksowi fanboy'e dalej nic nie rozumieją...
Jak "Windows fanboy" Linuksa testował
Jak "Windows fanboy" Linuksa testował
niedziela, kwiecień 19
Wilkołak: Apokalipsa - Czarne Furie

Pochodzące z Grecji, odważne i honorowe plemię składające się niemal wyłącznie z kobiet – tak w skrócie można opisać to jedno z najstarszych plemion Garou. Powstało z watahy wilczyc, których ciała nawiedziła Luna pod postacią Artemis – Księżycowej Łowczyni. Przekazała im 5 świętych skarbów znanych jako Łuk, Balsam, Płaszcz, Uzda i Krosna, oraz przykazała im strzec wszystkich świętych miejsc, jakie znajdą. Po latach Furie stały się potężnymi wojowniczkami, mądrymi szamankami i sprytnymi łowczyniami. Ich nieustanne poszukiwania potężnych źródeł mocy często doprowadzały do waśni z innymi wilkołakowymi plemionami – zwłaszcza jeśli wyprawy odbywały się na terenach tychże plemion. Zaginięcia wielu badaczy, awanturników, misjonarzy i zwykłych pechowych turystów przestają być tajemnicą dla znających Czarne Furie – zwyczajnie, jak ktoś miał pecha natknąć się na miejsce pilnowane przez to plemię, to już nie miał szczęścia nikomu o tym opowiedzieć. Członkiniom tego plemienia jest łatwiej przeżyć w dziczy niż reszcie Garou. Jest to głównie spowodowane ich bardzo mocnemu związkowi z Dzikunem. Furie nie rozumieją przez to innych aspektów Triady i do dzieł Tkaczki czują niemal irracjonalną awersję - technologia jest wrogiem i niezrozumiałą rzeczą, która powinna zostać zniszczona (wtedy wszystkim by żyło się lepiej).
Czarne Furie są znane wśród innych Garou jako szowinistki. Szeroko opowiadane są historie o zabijaniu przez nie swych dzieci mających nieszczęście pomylić się i przyjść na świat jako mężczyźni. Kiedyś takie akty były niemal normą, jednak w czasach, gdy wilkołaków jest tak mało, a Żmij jest tak silny, na takie czyny nie patrzy się przychylnym okiem. Męskich potomków oddaje się pod opiekę innych plemion (najczęściej Dzieci Gai) lub Krewniaków. W rzadkich przypadkach zdarza się, że jakiś metys lub mężczyzna pozostaje w plemieniu, lecz nie ma on żadnych szans na zdobycie wyższego statusu. Nieufność do mężczyzn u Furii nie jest jednak ślepa, dobrze wiedzą, że w dzisiejszym społeczeństwie ludzi to mężczyźnie łatwiej sięgnąć po władzę. Dlatego też wielu spośród męskich Krewniaków zdobywa stanowiska w polityce, biznesie czy policji.
W obecnych, ciężkich czasach wiele spośród Furii przekłada inne zajęcia nad poszukiwanie zaginionych artefaktów. Wiele z nich, w ten czy inny sposób, próbuje zmienić świat. Furie prowadzą domy opieki dla samotnych matek, sierocińce, zakładają organizacje chroniące przed przemocą w rodzinie. Można spotkać je zarówno wśród prymitywnych plemion, jak i wśród uniwersyteckich murów. Wszędzie, gdzie mogą szerzą idee równouprawnienia i zawsze, ale to zawsze pomagają kobietom w potrzebie. Wśród wszystkich Garou, to właśnie Furie strzegą i pielęgnują ideologię matriarchatu. W dawnych czasach, w społeczeństwach matriarchalnych Furie posiadały znaczne wpływy polityczne; ostatnio zaczęły krążyć pogłoski, że plemię to zaczyna odzyskiwać wśród ludzi utraconą pozycję. Niezachwiana wiara Furii w supremację kobiet ma silne podstawy, z którymi jest ciężko polemizować – w końcu, wbrew woli i wyobrażeniom wielu mężczyzn, Bóg jest kobietą.
Cytat: Nie martw się kochanie, jestem pewna, że Twój mąż już nigdy więcej nie podniesie na Ciebie ręki.
Totem: Pegaz
Słabość plemienna: Gniew (-1 trudność wpadania w szał przeciw mężczyznom)
Czarne Furią kipią odwiecznym gniewem wobec mężczyzn. Wieki upokarzania i wykorzystywania, traktowania jak gorszej rasy, niewolnictwa, zmuszania do spełniania pragnień i kaprysów, znęcania się, molestowania i wyniszczania się skończyły. Czarne Furie odpłacą ciosem za cios, bez litości. Często gniew wobec mężczyzn idzie w parze z równie dużą naiwnością wobec kobiet.
Odłamy: Amazonki Diany, Korsarki, Świątynia Artemis, Kapłanki Bachusa (Bacchanantes), Księżycowe Córy (Moon-Daughters), Zakon Matki Miłosierdzia, Matka Zemsty (część Zakonu Matki Miłosierdzia), Siostrzeństwo (Sisterhood).
Glif Czarnych Furii został pobrany ze strony World Of Darkness Wiki zgodnie z prawem dozwolonego użytku w zakresie zgodnym z prawem własności intelektualnej Stanów Zjednoczonych Ameryki oraz Polski.
Glif Czarnych Furii został pobrany ze strony World Of Darkness Wiki zgodnie z prawem dozwolonego użytku w zakresie zgodnym z prawem własności intelektualnej Stanów Zjednoczonych Ameryki oraz Polski.
piątek, kwiecień 10
Zmarł David Lance Arneson
Smutna chwila dla każdego rpgowicza, zmarł właśnie (7 kwietnia 2009) współtwórca pierwszej gry rpg w historii, czyli Dungeons & Dragons. Dave Arneson w wieku 61 lat przegrał walkę z rakiem. Jest to jedna z osób, którym zawdzięczamy bardzo, bardzo wiele. Dzięki Dave'owi świat wielu z nas nabrał kolorów, magii i życia.
Źródło informacji: PurePC.pl
Źródło informacji: PurePC.pl
Subskrybuj:
Posty (Atom)
